Stałam na polu, które kiedyś orał mój dziadek, na które tylko w bardzo upalne lato mogłam przejść suchą nogą.
Stałam na polu, które pochłonęła w części woda, patrzyłam na nią i czułam spokój i harmonię. Światło na niej było srebrne, migotało. Powidoki.
Czułam, że tu przy tej wodzie jest moje miejsce. Pachniało latem.
Stałam na brzegu morza. Od dziecka stałam na brzegu morza.
Stałam i patrzyłam jak powietrze łączy się z wodą, wsłuchiwałam się w fale. Przypływ. Odpływ. Przypływ. Odpływ. Niczym kołysanka. Przelewanie, bulgotanie, pieśń wody i wiatru. Ruch i rytm. Do przodu. Do tyłu.
Stałam na brzegu morza i czułam szczęście a jednocześnie niepokój, drżenie. Morze chciało mnie dotknąć, wyciągało swoje ręce do mnie, chociażby mnie musnąć koniuszkiem palca, połaskotać. Szeptało. Zawodziło. Tańczyło.
Przypływ. Odpływ. Od siebie. Do siebie. Wyciszenie. Powrót do dzieciństwa. Ultramaryna
Praca powstała w 2024 roku. Format 160x300 cm, technika mieszana: akryl, kredka, suchy pastel.
